piątek, 11 lipca 2014

Kiedy brakuje pieniędzy... I przyjemny ciężar

            [Georgina]

Jeszcze do niedawna panie koronczarki (koronkarki?) przebierające klockami w palcach można było spotkać na powiatowych dożynkach i Cepeliadzie w Krakowie. Teraz widzimy je, jak umawiamy się z nimi na wywiady, a mieszkańcy powiatu mają okazję je zobaczyć wyłącznie na Międzynarodowym Festiwalu Koronki.
Z braku funduszy na promocję i upowszechnianie rękodzieła oraz skupienie uwagi na innych wydarzeniach w powiecie, koronki zostały przesunięte na drugi, a może i nawet dalszy plan. Nie oznacza to jednak całkowitego pogrzebania koronki klockowej. Nie zawsze jest dobrze, jak np. w smutnej spółdzielni, ale widać światełko w tunelu. Pojawiają się osoby zainteresowane nauką koronki, starostwo powiatowe nie wyklucza pozyskiwania pieniędzy z Unii Europejskiej. Jest jeszcze wiele do zrobienia, na pewno sporo wielowymiarowych problemów do pokonania, ale kto wie... może za jakiś czas rękodzieło nie będzie traktowane wyłącznie jako atrakcja regionu, którą można wypełnić folder promocyjny, ale stanie się elementem naszego dziedzictwa
Dzisiaj usłyszałam, jak pan informator wspominał widok z Brugii, kiedy na ulicy, przy domach siedziały panie koronczarki i pracowały przy swoich warsztatach. Na razie taki widok jest marzeniem, ale nic straconego.
 Akt nadania praw miejskich miastu Bobowa, fot. A. Paprot

 Prototyp koronczarki, która znajduje się na bobowskiej fontannie, fot. A. Paprot

 W gabinecie burmistrza koronki są, fot. A. Paprot

W gabinecie burmistrza koronki są, fot. A. Paprot

[Sylwia & Aneta]

Ósmy dzień  badań zapowiadał się zwyczajnie. Po raz kolejny pojechałyśmy do Siedlisk, żeby spotkać się z kilkoma osobami. Niestety, okazało się że jedna z informatorek nic już nie pamięta z lat młodości, kiedy to pracowała dla Spółdzielni Koronki - Bobowa. Pana, który wyrabiał klocki, niestety nie zastałyśmy. Później miałyśmy więcej szczęścia. Dużo więcej szczęścia... Poszłyśmy do pani Marii, która z nami chwilkę porozmawiała, a jej córka zaprowadziła nas do pani Teresy i Wandy. Miło nas zaskoczyło powitanie całej wielopokoleniowej rodziny, która z ciekawością przysłuchiwała się naszej rozmowie. Mama pani Teresy nauczyła ją koronki, natomiast pani Teresa nauczyła swoją córkę Wandę. Tu niestety linia przekazu się kończy, dziewczynki z najmłodszego pokolenia nie wykazały nigdy chęci nauki. Panie bardzo lubiły robić koronki, ale tylko na sprzedaż i kiedy popyt zmalał, niestety zaniechały tej żmudnej pracy. Pani Wanda wyciągnęła swoje stare wzory, a pani Teresa na strychu znalazła klocki po mamie. Powiedziały, że z chęcią oddałyby to do muzeum, ponieważ one już tego robić nie będą, bo się to nie opłaca, więc spytałam czy możemy to wziąć do archiwum na uczelni. Odpowiedź była natychmiastowa i pozytywna, tak więc wracałam pod górę z plecakiem zapakowanym po brzegi i z reklamówką  w ręku. Taki ciężar to jednak czysta przyjemność.

 Pamiątki z Siedlisk, fot. A. Paprot

 Pamiątki z Siedlisk, fot. A. Paprot

Pamiątki z Siedlisk, fot. A. Paprot

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz